..Aby móc opisać i wyrazić w kilku słowach to co mnie naprawdę wzrusza, cieszy, a niekiedy też boli... Miłość to nie staw, w którym można zawsze znaleźć swoje odbicie. Miłość ma przypływy i odpływy. Ma też swoje rozbite okręty, zatopione miasta, ośmiornice, skrzynie złota i perły. Ale perły leżą głęboko. .. Erich Maria Remarque
RSS
czwartek, 18 marca 2010

Na warkoczach kolejnych dróg wplątane myśli potargane. Tu kilka niesfornych kosmyków uwolniło się i rozłożyło swe mgliste spojrzenia . Leniwie pozwoliła im na swobodę. Niech robią to czego chcą w tej chwili. Po co plany, przypuszczenia, tasowanie możliwościami jakby każda mogła się ziścić. Godziny ustaleń i zbłąkanych nadziei. Nieprzytomne oczy od oglądania kolorowych zdjęć, relacji, wspomnień, zachłyśnięcia się nowym , lepszym , wolnym światem. Chciałaby odpocząć, zobaczyć, móc dotknąć, napawać i przenikać się tą atmosferą. Beztroską wypisaną w uśmiechach i szczęściem odbijającym się w ciepłej wodzie morza. Zwierciadło wspólnych pragnień. Przedtem jednak tyle zakrętów do pokonania. Czas kurczy się z dnia na dzień. Osiągalne na wyciągnięcie ręki zaczyna zmieniać kategorię na to czy się uda. Tymczasem życie napisało już swój plan. Obsada wkrótce.

12:58, paulinka11
Link Komentarze (1) »
czwartek, 31 grudnia 2009
dialogi

Już od dawna powinien być tu taki odrębny dział. Chociaż może zbyt dużo wymagam. Aby zmieniać, dodawać to musi się w ogóle tutaj coś dziać. Postanowienie noworoczne? zobaczymy:

Tyle dialogów chciałoby się zapamiętać na dłużej. Dzieci są niewątpliwie cudem, a ich sposób myślenia i rozmowy są tego dowodem.

 

Oliwka:Mamo, na bal karnawałowy kup mi proszę strój małpy.

Ja: Oo, to już nie chcesz być księżniczką lub arielką?

O: Nie, bo widzisz ustaliłam tak z Tomkiem. Ja będę małpą, a on ma być bananem .

11:51, paulinka11
Link Komentarze (1) »

Kim jestem patrząc z boku? Czasami wydaje mi się,że tutaj potrafię tylko marudzić i martwić się. Realnie nie tak wygląda moje życie. Wolę dzielić radości, sukcesy niż angażować wszystkich naokoło w to co mogłyby być lepsze. Owszem nie udaję kogoś innego:opowiadam, relacjonuję ale mam też swoją wyraźną granicę,której nie przekraczam. Chyba nigdy nie potrafiłam mówić o porażkach czy złudnych nadziejach. Gdy dzieje się coś nie po mojej myśli i dotyczy to moich najbardziej prywatnych pod słońcem relacji to może usłyszeć to tylko On. Często winowajca i terapeuta jednocześnie. Tyle bliskich mi osób i tylko jedne uszy i jedne oczy,które są odbiorcą. Zastanawiam się czym jest to spowodowane. Chyba tym,że nie chcę aby ktoś wyrabiał sobie opinię na podstawie obrazu namalowanego przez moją złość i nerwy. Wiem, że nawet gdy się pokłócę to nie potrafię długo trzymać urazy i rysa szybko się zatrze. Czasami też zamykam się w sobie albo piszę, piszę i chowam gdzieś do szuflady w zapomniane zakątki. To zwykle ja słucham. O sobie tylko dawkuję.

Chociaż chyba nikt tego jeszcze nie zauważył.  

11:37, paulinka11
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 grudnia 2009
nie widzieć podwójnego dna
Jestem zła, chociaż teraz to już tylko gaszenie pożaru moich emocji. Kwestia przyzwyczajenia, zobojętnienia? Nie wiem, po prostu nie chcę o tym myśleć, mówić, pisać, widzieć. Moja wyuczona świadomość ma ograniczony punkt widzenia. Staram się mieć swoje dwie klapki na oczach i nie dostrzegać więcej niż trzeba. Jednocześnie wiem,że czasami sama wpadam w podatne sidła nieograniczonej w tym względzie wyobraźni. Bronię się, ale nie potrafię z uśmiechem trwać przy spokojnej codzienności. To taki korzeń, który gdzieś wyrósł na udeptanej płaszczyźnie i w kółko się o niego potykam. Chociaż staram się go omijać, to mimowolnie od czasu do czasu zaczyna mi zawadzać. 

Jak bardzo można poświęcić się dla drugiej osoby ? Jak wiele pikantnych przypraw należy dodać aby potrawa nareszcie miała zdecydowany i długo oczekiwany smak? Czy patrzeć na to ile można stracić , odcinając kupony spełnianych tylko naszych marzeń? Czy wszystkie środki są dozwolone? Podobno związek to sztuka kompromisu. A co z działaniem wbrew, na zasadzie podoba się – dobrze, nie podoba – to Twój problem. Miłość jest w stanie pokonać dużo nawet ponad plan . W końcu to nie tylko sam lukier słodkich dni. Ale niech nikt mi nie mówi, że o strachu trzeba zapomnieć bo coś złego może stać się codziennie. Przeznaczenie , co ma być to będzie bo liczy się dziś. Nigdy tego nie zaakceptuję. Nigdy tego nie polubię. Nigdy tego nie pojmę. Nie potrafię nawet dobrze udawać i słuchać . No tak, ale ja przecież jestem uparta i nie chcę zmienić zdania, nie ma ze mną rozmowy, wyolbrzymiam i widzę tylko złe strony bez zaufania w odpowiedzialność.  Odpowiedzialność innych, nawierzchni czy  w pakiecie bez tego??? Kocham nadludzko i ponad wszystko, to jednak zawsze będzie za mało.

Baaa..i te głosy, ja nigdy bym na to nie pozwoliła.... 

15:40, paulinka11
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 czerwca 2009
pole magnetyczne

"Wiesz macie z Grzechem TO co łączy zawsze i wszędzie, są wzloty, są burze, są pochmurne dni ale ciągniecie do siebie na wzajem, jak magnesy, które aby działac muszą byc koło siebie, muszą się przyciągać, musi być te pole magnetyczneJ Tak Wy tacy jesteście i widać to w Was, jak się patrzy na Was to aż serce się uśmiecha – zawsze Pauli tak chciałam. Widziałam ile daje Wam to energii, ile radości, że wspólne życie właśnie na tym polega..."

Niedługo nasza rocznica. 7 lat od kiedy z odrębnych jednostek połączyliśmy się w jedną całość. Nie wiem kiedy to zleciało. Wydaje mi się ,że jeszcze wczoraj umówiliśmy się pierwszy raz. Spóźnił się 30 minut! Ja stałam już na przystanku aby wrócić do domu. Oburzona: jak tak mógł ? Tymczasem wyskoczył zza rogu z różą w ręku przepraszanie przeplatając uśmiechem. O mały włos, a nasze drogi rozjechałyby się na dobre:) Jednak nie to nam było pisane i całe szczęście:) ten framgment na początku to słowa mojej kochanej Iwony. Wyrwane z maila, a jednak tak bardzo dla mnie znaczące. Być jak pole magnetyczne. NIgdy nie myślałam w ten sposób, ale podoba mi się. Chociaż czasem słońce, czasem deszcz pole magnetyczne wciąz jest;))

15:21, paulinka11
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 kwietnia 2009
neon gwiazd i szarość dnia

Po spotkaniu czułam się rozdarta. Dumna byłam z jej sukcesu. Podziwiałam jako kobietę, silną, niezależną. Kobietę, która pomimo rozwodu pozostając sama z dwójką małych dzieci potrafiła szybko stanąć na nogi. Niczym feniks z popiołu powróciła do żywych i to w takim stylu. Jak zawsze piękna, uśmiechnięta, kwitnąca, z brzoskwiniową skórą, śnieżnobiałymi zębami i jasnymi włosami. Pomimo wielu lat ,które nas rozdzieliły- czułam się jak wtedy gdy razem chodziłyśmy tymi samymi ścieżkami. Dwie nastolatki, które widząc się cały rok pisały do siebie listy gdy tylko jedna wyjechała gdzieś na wakacje. Musiały komuś opowiedzieć co wydarzyło się przez ten długi czas rozłąki. Teraz. ona - osoba medialna. Zna świat, który zwykły śmiertelnik widzi w szklanym ekranie czy od czasu do czasu przegląda na barwnych stronach pism. Mówi o tym jak to wygląda od kuchni, nie stroni od szczerych, mocnych osądów. Na spotkaniu czułam się jak w lekkiej hipnozie. Słuchałam każdego słowa z uwagą. Kiedy nareszcie to ja zaczęłam mówić o sobie..co działo się przez tyle lat , ktoś jakby wysuszył mi usta. Nie czułam się sobą. Jak powiem, że jestem szczęśliwa, zakochana w mężu i swoich skarbach . Jak powiem ,że cieszy mnie stała praca i poczucie bezpieczeństwa. To wszystko takie przyziemne, może wręcz mdłe i nijakie.  Żadnego burzliwego romansu, silikonu w piersiach, splendoru, niebezpiecznego hobby czy napisanej książki. Zwykła proza życia, która daje mi tyle słońca i spełnienia jednocześnie. Nie wiem dlaczego poczułam się gorsza. Zaczarowana jej planami, osiągnięciami, opowieściami czego dokonała.  Czułam się dziwnie, jakby ktoś odebrał mi znaczenie moich życiowych priorytetów. Jakbym nie umiała o tym mówić bo czy to tak można..

..a przecież moje rzęsy cały czas były przedłużeniem jego linii papilarnych …czy trzeba coś więcej

13:53, paulinka11
Link Komentarze (2) »
dawno temu po burzy
Wszystko jest bardzo przelotne. Szczęście, czy spokój- uśmiech czy spełnienie. Czasami scenariusz już nie obejmuje w obsadzie tych, którzy byli nam bliscy. Jedni przychodzą , drudzy odchodzą, pozostali potrafią powrócić po latach ciszy. Wszystko jest zmienne.  Życie, zbiegi okoliczności weryfikują grono bliskich i dalszych znajomych. Zdejmuje z afiszu postaci, które w danym momencie są dla nas tak bardzo niezastąpione. Osoby, których ciepłe słowa, czy pamięć wzbudzają w nas poczucie braku samotności w tłumie. Przekonanie, że nie dla wszystkich jestem anonimowym klientem w sklepie czy przelotnym uśmiechem na przystanku. Wrażenie, że jestem dla kogoś ważna. Moje słowa mogą pomóc, a działanie tylko utwierdzić. Potem ciąg niewyjaśnionych zdarzeń. W pewnym stopniu rozdarcie, w drugim zaś niezrozumienie i osoba powoli zaś definitywnie odpływa z naszego portu. Prawdziwi przyjaciele na lata..czy istnieją w ogóle? Prędzej czy później, jedno słowo lub zdarzenie wprawia w ruch lawinę, która pokazuje nam prawdziwą rzeczywistość i kruchość twierdz, którą dla nas była ta właśnie przyjaźń
13:43, paulinka11
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 kwietnia 2008
wiosenne zmiany

Wraz z długo oczekiwaną wiosną pojawiły się długo rozpatrywane przeze mnie zmiany. Rozdarcie czy robię słusznie, czy powinnam , czy to dwa kroki do przodu..czy jednak jeden w tył. Ciężko dokonywać wyboru gdy każde wyjście ma swoje dobre strony. Zwyciężyła jednak polska rzeczywistość i fakt,że pieniądze szczęścia nie dają..ale bez nich trudno o spokój, bezpieczeństwo czy może trywialny uśmiech.

Tak szybko przyzwyczajam się do ludzi. Nie lubię się żegnać. Wrażliwość przecieka mi przez oczy i drżący głos. Ale za kolejnymi drzwiami już na mnie czekają. Sama tego chciałam, dla dobra nas wszystkich...taka tam, moja mantra:)

p.s. cieszę się,ze ktoś tu jeszcze zagląda pomimo pustych ścian i echa rozchodzącego się po moim bloxie;)

22:39, paulinka11
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 15 października 2007
sztuka konwersacji;)

O: wujek ,a kiedy Ty się ożenisz z ciocią Gabrysią?

K: Oliwka, nie wiem. A dlaczego pytasz, na pewno na wesele Cię zaproszę:)

O: No wiesz wujek, bo ja fajnie tańczę.

:)

O: Mamo, a kiedy zrobimy tą sałatkę z pomidolów i zodkiewek?

J: smakowała Ci?

O: Nie wiem. Ale chcę zlobić, aby tatuś powiedział: ale Ci to wyszło żono.

:)

21:49, paulinka11
Link Komentarze (6) »

Październik ...oprócz wilgotnego powietrza, pożółkłych liści, wybranych kasztanów przyniósł ze sobą coś jeszcze. Moja odwaga wspięła się na wyżyny swoich możliwości. Moja chęć bycia blisko , bycia potrzebną, ważną, niezastąpioną pokierowała kolejnymi krokami kiedy z pewnym niedowierzaniem składałam swoje dokumenty. Potem stres, konkurencja bo konkurs, bo rozmowa przed trzyosobową komisją. Przypomniała mi się matura czy egzaminy na studiach. Następnie wielkie zaskoczenie, że jednak udało się. Warto ryzykować, próbować, wychodzić losowi na przeciw. Ku mojemu zdziwieniu mnóstwo łez, miłych słów na pożegnanie. Człowiek po siedmiu latach z niektórymi osobami czuję się jak z rodziną. Pomimo różnych sytuacji jakie miały miejsce tylko jedno podsumowanie przychodziło mi do głowy. Ciężko rozstawać się tam gdzie człowiek czuje się jak ryba w wodzie, gdzie każdy uśmiech wraca do mnie niczym echo, a każde pytanie tak szybko może uzyskać odpowiedź u innych. Dopiero teraz, w nowej pracy wiem ,że potrzeba wiele czasu abym na nowo zupełnie odnalazła się w tym co mnie spotkało. Są wspaniałe strony. Prozaicznie ale nareszcie to ja sama mogę integralnie uczestniczyć w życiu mojej rodziny. Mogę szykować mojego małego przedszkolaka, odprowadzać, dostawać buziaka na pożegnanie i życzyć miłej zabawy. Takie drobne sprawy są dla mnie tak bardzo istotne. Tak bardzo za tym tęskniłam kiedy zawsze wiedziałam o 40 km jakie nas dzielą. O tym,że gdyby coś się stało ja mogłabym być dopiero najszybciej za godzinę. Teraz 1 telefon i za 15 minut jestem na miejscu. To ja sycę się pierwszym uśmiechem Neli kiedy zagaduje nas zza szczebelek swojego łóżeczka. To ja mogę bić brawo kiedy z samego rana chce się bawić: przystawia sobie słuchawkę- telefon i udaje,że rozmawia. W końcu moja doba troszkę się rozciagnęła i to w tak dobrym, rodzinnym kierunku. Właśnie to napędza mnie do działania, potwierdza słuszność mojego wyboru.

Ale do nowej pracy cały czas w rezerwie noszę paczkę chusteczek..bo kto powiedział,że będzie łatwo, hę?

21:42, paulinka11
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 03 września 2007
Polski przedszkolak i brak jego przedszkola:)

Miejsce akcji :przedszkole gminne, zebranie rodziców

Czas akcji : koniec czerwca br.

Osoby dramatu:  dyrektor; narrator

 

D: Drodzy rodzice w trakcie wakacji w naszym przedszkolu będzie przeprowadzony generalny remont. Jak wiadomo ma on na celu poprawę warunków w pomieszczeniach z których korzystają nasze dzieci. W związku z tym bardzo proszę tych rodziców, którzy mają taką możliwość o pozostawienie dzieci w domu w ostatnim tygodniu czerwca. Przyznaję szczerze, że usprawni i przyspieszy to nam prace remontowe. Pozwoli nam to na sprzątnięcie terenu, tak aby wykonawca ,który już został wyłoniony w drodze przetargu mógł rozpocząć swoją pracę.

 

Narrator: posłuszni rodzice dla ,których to dobro dziecka jest najistotniejsze nie przyprowadzili dzieci w wyżej określonym terminie. W ten sposób „rok przedszkolny” skończył się równocześnie z rokiem szkolnym i dzieci mogły rozpocząć cudowny okres wakacji. Planowania ,rozmowy przygotowujące dziecko na powrót do zaprzyjaźnionej grupy rówieśniczej  zostały oddalone w czasie kiedy to pewnego sierpniowego dnia zostało zorganizowane kolejne zebranie dla zainteresowanych rodziców. Rodzice domyślali się treści, które będą im przekazane. Jak na typowo organizacyjne spotkanie przystało wyposażeni w notes, długopis poszli spisywać jakie to pomoce dydaktyczne będę niezbędne do przeprowadzenia zajęć edukacyjnych. Tymczasem spotkanie miało na celu przekazanie rodzicom innych treści:

 

D: Drodzy rodzice, z przykrością chciałam Państwa poinformować, iż nie będzie możliwe otwarcie budynku naszego przedszkola w dniu 3 września. Niestety wykonawca nie wywiązał się z umowy i prace remontowe wciąż trwają. Zostaje on za to ukarany odsetkami w wysokości 0,2% za każdy kolejny dzień zwłoki. Okazało się ,że w połowie wykonywanego dzieła zabrakło mu ludzi do pracy i musiał szukać nowej ekipy remontowej ( !?!)  Nie przewiduje się aby opłata za przedszkole za miesiąc wrzesień była zmniejszona, ponieważ Urząd Miasta dla najbardziej potrzebujących dzieci przewidział zajęcia w lokalu zastępczym, znajdującym się w  osiedlowym klubie. Będą tam dostarczane posiłki w formie cateringu, a my postaramy się przenieść jak najwięcej potrzebnych pomocy i zabawek dzieci. Jednocześnie mam jeszcze wielką prośbę aby Ci rodzice, którzy mają taką możliwość nie przyprowadzali dzieci dopóki faktyczny budynek przedszkola nie zostanie oddany do użytku. W tym czasie kiedy dzieci byłyby tymczasowo w klubie, nauczyciele nie będą mogli przygotowywać obiektu do pracy tylko będą zmuszeni opiekować się dziećmi..

 

 

Kurtyna…

 

W ten sposób mój domowy przedszkolak jest jeszcze w domu…do odwołaniaJ
14:37, paulinka11
Link Komentarze (1) »
piątek, 31 sierpnia 2007
dzień o smutnych przemyśleniach - śladami smutnej pogody

Może to ja, jak zwykle szukam dziury w całym. Idąc w harmonii ze swoją kobiecą naturą tragizuję wtedy gdy nie ma na to potrzeby.  Przyłapuję się na tym, że wolę przemilczeć niż zawracać głowę swoimi sprawami. Poszukuję rady, ale drażni mnie ta niecierpliwość w oczach kiedy opowiadam coś ze szczegółami. Chcąc pokazać całe spektrum sprawy opowiadam po kolei swoje odczucia, wrażenia, wątpliwości. Podczas gdy dla niego liczą się tylko konkrety. Jego przyspieszona kalkulacja myśli kontra mój scenariusz wszystkich dobrych i złych stron. Chciałabym aby usiadł, wysłuchał uważnie, wykazał żywe zainteresowanie. Aby dał odczuć ,że wszystko co dotyczy mnie jest dla niego ważne. Tymczasem coś nam gdzieś ucieka. Jest On – jego świat, firma-kontakty-telefony-klienci-spotkania-plany-multum rozważań i Ja – mój świat przepełniony błahostkami. Wszystko po to, żeby było nam dobrze. Tak by sfera finansowa pomogła w odcinaniu kolejnych kuponów z listy marzeń. Ale czy zawsze musi być coś za coś.  Niedługo będę musiała umawiać się na rozmowę, w sprawie dotyczącej..może tylko kawę sobie sama podam.

 

13:28, paulinka11
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 sierpnia 2007
o Neli, tak na pamiątkę

Nelusia skończyła już 8 miesięcy. Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu ,że dziewczynki są zupełnie inne . Nela jest zdecydowanie mniej płaczliwa niż Oliwka będąc w jej wieku. Dopiero niedawno zaczęła pokazywać swoja jawną rozpacz gdy coś zniknęło z zasięgu jej malutkich rączek. Rączek ,które coraz częściej sięgają po zakazane przedmioty: piloty, telefony komórkowe, czy chociażby szczotkę do włosów. Lubię obserwować ją gdy z tą  urokliwą nieporadnością stara się utrzymywać coś w paluszkach, chwytać, przekładać. W ogóle te jej pulchne rączki budzą we mnie całą gamę wzruszających doznań. Coraz więcej zaczyna mówić. Już nie tylko piski rodem z „mazowsza” ale pojawiają się pierwsze dwusylabowce: Dada, baba, tata. Z niecierpliwością czekam na „mama” ale  moje dziecko nie chce za bardzo we wszystkim mi sprzyjać. Muszę przyznać, że  rozpływam się gdy widzę jak usilnie składa usteczka w dziubek i po chwili rozpoczyna swój słodki monolog. Wydaje mi się by ć wtedy już taka duża. Już nie nasz domowy okruszek, a rzeczywisty mały człowiek drobnymi kroczkami budujący swoją odrębność. Wystarczy mój uśmiech, rozkochany w niej ciepły  głos i już widzę jej radość. Wyciąga do nas rączki kiedy mówimy : „chodź do mnie kochanie. „ Bardzo żywo reaguje na obecność Oliwki. W ogóle nie boi się kiedy nagle Oliwka coś krzyknie, zaśpiewa itp. Tak myślę, że od zawsze była przyzwyczajona do jej obecności, a także do wysokiego tonu jej głosu. Podczas gdy inne dzieciaczki mogą czuć wtedy jakiś lęk, Neli nie sprawia to żadnego problemu. Co więcej widzę jak sama zaczepia Oliwkę, stara się utrzymać z nią kontakt wzrokowy, uśmiecha się do niej i mówi. Jest mocno zainteresowana jej zabawkami. Gdy ma wybór od razu odrzuca swoje „stare” grzechotki aby uwagę przenieść na to czym zajmuje się Oliwia.  Czyżby już teraz pojawiał się autorytet starszej siostry?:) Pod kątem fizycznym Nela rozwija się prawidłowo. Mieści się w normach określonych dla jej wieku chociaż ja jako mama wyczekuję kolejnego skoku rozwojowego. Na ten moment stabilnie siedzi, chociaż nie potrafi jeszcze usiąść sama. Przemieszcza się głownie pełzając, co śmieszne -zazwyczaj robi to do tyłu odpychając się na swoich przedramionach. Potrafi zawsze dotrzeć do swojego celu. Bez problemu skręca swoim ciałem, wyciągając wówczas wyprostowaną nóżkę do boku  i niczym wskazówka zegara naprowadzając resztę. Jak się śmiejemy z Grzesiem – to już wyższa technologia. Przyjmuje pozycję do raczkowania, jednak jeszcze nie wie jak umiejętnie może ją wykorzystać. Dlatego gdy troszkę się pobuja, opada i przemieszcza się w wyżej opisany sposób. W ten sposób poznaje nasze mieszkanie, chociaż głównie skupia się na tym pokoju gdzie akurat ją położyliśmy. Nie wybiera się jeszcze w dalsze, nieznane rejony. Wszystko przed niąJ Zauważyłam, że bardzo lubi gdy jej śpiewam. Nigdy nie byłam na tym tle wybitnie utalentowana, ale przekrój kołysanek, spokojnych ballad wyraźnie ją uspokaja, uśmiecha się wtedy do mnie zalotnie. Być może znowu przypomina sobie okres kiedy byłam w ciąży i codziennie śpiewałam Oliwce.. Czasami zastanawiam się co sobie wtedy myśli. Szkoda, że nie jest mi w stanie tego opowiedzieć. Oprócz tulenia, noszenia, długich spacerów, Nela uwielbia ..jedzenie. Potrafi zjeść stosunkowo dużą porcję zupki, czy deserku. Z pełnym brzuszkiem bez płaczu zasypia sama odłożona w łóżeczku. Tu muszę podziękować dobremu losowi , czy może naszemu doświadczeniu. Po przeżyciach z Oliwcią , którą na zmianę nosiliśmy, bujaliśmy czy nawet woziliśmy – cały czas nie mogę uwierzyć, że  Nela zasypia zupełnie samodzielnie. Widzę kiedy jest znudzona, śpiąca – odkładam wtedy do łóżeczka, daję smoczka, pieluchę tetrową ,którą owija sobie wokół rączki i przytula do policzka. Zostawiam samą w sypialni, wychodząc mówię dobranoc, ona patrzy się wtedy tymi swoimi wielkimi błękitnymi oczkami , po czym przekręca się na boczek i usypia. Obawiam się ,że gdy zacznie ząbkować już nie będzie tak wesoło ale póki co rozkoszuję się tym stanem rzeczy.  To tak na ten moment..co ja będę mówić, Kocham te moje dwa skarby nad życie.

 

 

14:19, paulinka11
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 sierpnia 2007
w fotograficznym skrócie

Postaram się jak najszybciej opisać co u nas. Póki co wklejam zdjęcia moich największych skarbów:

Oliwcia z rozwianym włosem

minki to jej specjalność

Nelusia

moja gwiazdka

09:02, paulinka11
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 sierpnia 2007
tęsknota

Moja tęsknota pachniała jego perfumami. Miała swój smak smutku. Przybierała formę zapomnienia, pocieszenia, że to przecież tak krótko. Brakowało mi jego ręki, uśmiechu, obecności. Nie dawała mi możliwości spokoju. Nie potrafiłam znaleźć swojego miejsca. Myślami otaczałam każdy jego ruch. Z radością odbierałam telefon. Gdy zasypiałam wiedziałam, ,że kolejny dzień będzie obfitował w radość. Przyjedzie On, w końcu. Kiedy obudził mnie pocałunkiem: zrobiłem Ci niespodziankę, cieszysz się? Przekonałam się, że on też tęsknił. Może nie tylko za mną i nawet nie przede wszystkim za mną..ale za swoimi dziewczynami. Nie wiedziałam, że potrafię tak tęsknić. Byłam tym nawet zaskoczona, czy to już uzależnienie, czy już muszę to leczyć?;) Podziwiam kobiety, które przyzwyczają się  do takiego stanu rzeczy. Do tego ,że czekanie jest ich porą.  Ja nie potrafiłabym. Jestem rozpieszczona jego obecnością. Pomimo wad, nie potrafiłabym bez tego gościa normalnie funkcjonować. No chora, jak nicJ

14:10, paulinka11
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 lipca 2007
Oliwkowe słowa

Jest wieczór, właśnie kąpię Oliwkę. Rozmawiamy sobie o wszystkim i niczym. Po czym wyraźnie zakłopotana pyta: "Mamusiu , a gdzie jest tatuś? Na siłowni czy w pracy? Bo wiesz ja się już o niego martwię. Jest ciemno i tak długo go nie ma. Tęsknie za nim mocno. Och jak ja kocham tą swoją rodzinę, uwierzyć nie mogę. Nelę - pączusia też."

i jak tu się nie wzruszyć:)

"Mamusiu denerwujesz się na tego siniaka? Wiesz bo ja tak biegłam szybko , szybko aż do nieba i upadłam. Ale nie martw się : do wesela się zagoi".

ech:)) dzieci to takie nasze małe "gąbki" - to co usłyszą, zapamiętają i powtórzą:)

13:25, paulinka11
Link Komentarze (3) »
piątek, 29 czerwca 2007
nasz dzień

niezmiernie
bardzo ogromnie i trochę strasznie
niesamowicie i jak nikt inny
jak nigdy nigdy
niemal całym sobą
bezwarunkowo niepowtarzalnie
bez wątpliwości nawet najmniejszej
mocno
bezsennie turkusowo
(i jak herbatę liptona)
szachowo i matowo

kochamy się

w autobusach
na krzesłach

 

[ M. Waniewska ]

Dzisiaj nasza 5-a rocznica ślubu. Za to,że potrafisz mnie rozśmieszyć, wysłuchać, wzruszyć, zrozumieć i wyciszyć dziękuję :)

09:08, paulinka11
Link Komentarze (4) »
piątek, 22 czerwca 2007
Dzień Taty blisko..

Jutro Dzień Taty..każda okazja do świętwania jest dobra ale ta moim zdaniem szczególnie. Dlaczego? Już tłumaczę. Od dawna utarło się ,że wychowaniem dziecka zajmuje się przede wszystkim mama. Zresztą wydaje mi się,że rola taty często bywa tą drugoplanową. Takie przekonanie wyłania się w różnych rozmowach, opowieściach. Może po prostu niektórzy mężczyźni nie chcą się odnaleźć w tej nowej życiowej misji , wybierają setki rozwiązań oby tylko się uchronić przed obowiązkiem..Tymczasem w naszych czterech ścianach rozgrywa się to wszystko inaczej. Każdy angażuje się ile ma sił i możliwości dostępnego czasu. Dlatego w takim dniu warto powiedzieć: dziękuję Kochanie za to ,że właśnie taki jesteś:)

Grześ dostanie magiczny kubek, który po nalaniu gorącego płynu zaczyna zmieniać się z jednobarwnego koloru czarnego na kubek ze zdjęciami swoich córeczek. Mam nadzieję,że mu się spodoba. Dodatkowo napisałam krótkie wierszyki..z rymem niemalże białym , ale cóż - nie każdy rodzi się poetą:) :

Kochany Tato dziękuję Ci za to, że jesteś ze mną zawsze i wszędzie tam gdzie potrzebne jest Twoje serce. 

Byłeś też wówczas gdy się rodziłam, jakaż to była doniosła chwila. Pamiętam wtedy Twoje wzruszenie, twą radość wielką , moje zdziwienie.   Że głos co do tej pory był przytłumiony, tak się wyostrzył , wytężył swe tony. Teraz  wystarczy moja smutna minka i już się pojawiasz , Ty i moja rodzinka. Lubię gdy mówisz do mnie wesoło, a czasem nawet Moja Mało żono. Gdy jeździsz ze mną na rowerze, bawisz się w piasku, biegasz  na skwerze. Uwielbiam teatrzyk kukiełkowy , zabawy w chowanego i nasze mazgroły. Gdy mi malujesz pieska i kotka, a potem robi się z tego opowieść słodka. Lubię nasze wyprawy do lasu, można robić wtedy tyle hałasu. Nasze szukanie padalców małych, co budzą obrazę tej mojej mamy. Lubię wygłupy o bladym świcie, gdy inne dzieci śpią jeszcze skrycie. Nawet tą jazdę samochodem co mama łapie się wtedy za głowę. Ja jej tłumaczę, że jeździsz bezpiecznie bo wiem to przecież , tak jest skutecznie. Kocham Cię tato każdego dnia mocniej, daj szyję, pokażę, uściskam radośnie. Dziś jest dzień Twój - 

Mój  Kochany,.   po naszej starej znajomości, zagwarantuję Ci  to co lubisz: śniadanie                         i masowanie plecków  u mamyJ

                                                                                              Oliwka

 

 Tatusiu Kochany znam Cię tak krótko, a nie wyobrażam sobie dnia bez Twego całowania                 w me czółko. Gdy piszczę do Ciebie tak nieporadnie chcę Ci powiedzieć co mi gra tam na dnie. W moim serduszku jest Twoje miejsce, bo jesteś ważny i żadnych zmian nie chcę. Gdy mnie usypiasz, nosisz i tulisz –świat jakby anioła zesłał mi z góry. Co kroczy ze mną przy każdej sprawie, dba o mnie gdy uśmiech mu tylko  sprawię. Gdy łaskoczesz mnie po brzuszku , zapominam o całym moim smutku. Że czasem coś boli i denerwuje , że chcę powiedzieć i nikt nie rozumie. Nieważne są wtedy te błahostki bo widzę Ciebie, owoc wielkiej troski. Dzisiaj Twe święto kochany Tato to ja Ci może też prezent sprawię. Uroczyście dziś  obiecuję poprawić w sobie to co czasem Cię irytuje. Nie będę płakać, a zacznę mówić, a spać będę tak ,że będziesz musiał mnie budzić. A gdy po chwili wstanę , w sekrecie zrobię coś , o czym nikt nie może wiedzieć. Prześlę Ci najpiękniejszy uśmiech świata i pierwszym słowem, które powiem  będzie właśnie TATA.

 

                                                                                              Nelusia

 

 

 

09:01, paulinka11
Link Komentarze (1) »
środa, 20 czerwca 2007
małe i większe tęsknoty..

Zapatrzeni w jeden punkt. Delikatnie muskający swoje usta. Kokieteryjnie patrzący znad swoich włosów. Głaszczący swoje dłonie. Poszukujący zapachu. Ciekawi kolejnych kroków, spragnieni bliskości. Stojący nad przepaścią własnych uczuć. Znający teorię, nie wiedząc jak wszystko układa się dalej. Żyjący dniem dzisiejszym, kumulacją emocji, nawarstwianiem tęsknoty. Z czułością wystukujący kolejne litery na telefonie. Z rumieńcem zniecierpliwienia czytający na dobranoc : Kocham Cię., kolorowych snów Skarbie. Odliczając minuty, wypatrujący czy może nareszcie po tym nadjeżdżającym autobusie będę mogli paść sobie w ramiona. Chodząc w półmroku, ze święcącymi iskrami w ich oczach. Zapatrzeni, zakochani..

A teraz..równie zakochani, tylko patrzący jakby inaczej, już nie doszukujący się turkusu w jego błękitnych oczach , nie liczący piegów na umięśnionych plecach, nie śmiejący się z blizny na kolanie w kształcie trójkąta.  Tak jakby czułość miała ujście pod ciepłem ich kołdry w sklepieniu ciał. Zaś w codziennym życiu rozmieniała się na milion nowych kawałków, celów,  które w całości dają coś niezwykle intensywnego tylko brakuje już tego pomiędzy…

12:10, paulinka11
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 czerwca 2007
znak czasów?...
Od kiedy pamiętam zawsze chcieliśmy mieć dużą rodzinę. Czuć to ciepło, zapach obiadu, życia  w domu. Dzieci zaś miały być głównym jego składnikiem, naszym przepisem na szczęście. Pokazaniem miłości, podzieleniem się nią na zewnątrz. Nawet gdy byliśmy jeszcze nastolatkami właśnie te myśli krążyły nam po głowie. Były spacery, długie rozmowy, romantyczne scenerie i roztaczanie marzeń. Już naszych wspólnych marzeń. Obecnie powolutku, drobnymi kroczkami aczkolwiek pewnie i znacząco idziemy na przód. Realizujemy przechodząc z krainy z pozoru niemożliwego, na tę najbardziej widoczną stronę. Jest rodzina, jest dom, jest też szczęście. Zaś pokład marzeń jakby rozszerzał swoje granice. Nasze życie nie ma koloru lukrowanych landrynek, niekiedy powstaje wielka czarna dziura , która szybko chce wchłonąć to co budujemy od lat. Ale staramy się, walczymy i zabiegamy, nie udajemy obojętnych, nie chowamy telefonów, nie minimalizujemy poczty.  Po co grać, tworzyć pozory, mnożyć kłamstwa. Jak jest miłość , to nie ma miejsca na niedokończone rozmowy , skrywane wiadomości.  Czasami nie mogę zasnąć, słucham swoich myśli, dotykam jego ciepła i staram się stłumić tę iskrzącą niepewność, że rozpadające się małżeństwa też przecież  były kiedyś  szczęśliwe, miały swoje cele, w oczach widać było tylko wielkie uczucie. A jednak nie wiadomo skąd pojawił się ktoś na ich wspólnej drodze i zamienił piękną budowlę satysfakcji w gruzowisko. Wyrzucił z pamięci to co dobre i piękne, oddalił się i pozostawił. Bo taka jest kolej  rzeczy? Kolej rzeczy naszych wykolejonych czasów?...
14:21, paulinka11
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze